Czy dwa różne miasta mogą mieć taki sam herb ?
Okazuje się, że nie tylko Szczebrzeszyn obrał sobie na swoje godło herb Korczak. Identyczny herb od 2008 r. ma miasto Pruchnik (woj. podkarpackie). Jak to możliwe, że dwa różne miasta mają taki sam herb ?
– Myślę, że trzeba to wyjaśnić – mówi Monika Szczepaniak-Derkacz, referent do spraw promocji gminy w szczebrzeszyńskim magistracie.
Identyczny herb jak Szczebrzeszyna został opublikowany przy informacji o Pruchniku w Piśmie Samorządu Terytorialnego „Wspólnota” z datą 15 stycznia 2011 roku. Zauważył go jeden z urzędników, przeglądając pismo. Jakież było jego zdziwienie, kiedy przy obcej miejscowości zobaczył herb swojego miasta.
Teraz szczebrzeszyńscy urzędnicy zastanawiają się, czy, i która z miejscowości będzie musiała zmienić albo zmodyfikować swój znak, żeby chociaż w drobnym szczególe się od siebie różniły i nie wprowadzały w błąd potencjalnych turystów.
Szczebrzeszyn ma swój herb od czasów kiedy właścicielem miasta był Dymitr z Goraja. Prawa miejskie Szczebrzeszyn otrzymał w 1352 roku. Herb Korczak (czyli trzy srebrne belki, ułożone poziomo na czerwonym tle) pojawił się prawdopodobnie po raz pierwszy na pieczęci miejskiej wójtowskiej z 1636 roku. Później herb ten został na jakiś czas zapomniany. W połowie XIX wieku na polecenie władz carskich zaprojektowano nowy herb, przedstawiający na dwupolowej tarczy kupca stojącego przy ladzie i wadze oraz (w drugim polu) narzędzia tkackie. Godło miasta w obecnej formie zostało potwierdzone w 2003 r. w załączniku do statutu miasta i gminy Szczebrzeszyn.
Pruchnik założył Kostko „Słoneczkowic” herbu Korczak. Prawa miejskie otrzymał ok. 1370 roku. W 1935 r. je utracił. Ponowne przywrócenie godności miasta nastąpiło 1 stycznia 2011 r.
Obecnie gmina liczy ok. 10 tys. mieszkańców (prawie tyle co gmina Szczebrzeszyn – dop. red.) i jest nie mniej malownicza niż nasza gmina. Obecny herb został zatwierdzony w 2008 roku. Trzy pasy na czerwonym tle, mają symbolizować trzy wały okalające niegdyś Pruchnik.
Obranie przez Pruchnik herbu Korczak ma podstawy historyczne, ale dlaczego ich herb nie różni się niczym od naszego ? Wszystko wyjaśnia opracowanie historyczno-heraldyczne dla tej gminy.
– Przy projektowaniu prawidłowych symboli gminy Pruchnik należy wziąć pod uwagę wyłącznie znaki napieczętne z najstarszych pieczęci miejskich (XV–XVII wiek), które przedstawiają trzy poziome wręby, czyli godło z herbu rycerskiego Korczak. Herb ten najprawdopodobniej nadali miastu Pruchniccy – pierwsi właściciele miasta i okolicznych dóbr. Najprawdopodobniej Pruchniccy wykupili również w mieście urząd wójtowski, stąd też wręby na pieczęciach wójtowskich. Herbem Korczak posługiwały się jeszcze inne rody szlacheckie, które były właścicielami miasta Pruchnika, jak i okolicznych dóbr, np.: Gorayscy i Komorowscy. W herbie Korczak widnieją trzy srebrne wręby w polu czerwonym. Taki też oryginalny herb powinien być podstawowym projektem herbu gminnego – czytamy w opracowaniu historyczno-heraldycznym poświęconemu gminie Pruchnik.
Nowe herby miast opiniuje Komisja Heraldyczna, która działa przy Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji.
Jak się rozwiąże ta sprawa ? Okaże się niedługo. Na pewno do tego tematu jeszcze powrócimy.
Od lewej : herb Korczak, herb Szczebrzeszyna z czasów carskich i współcześnie obowiązujący.
„Szczebrzeszyn.Info”



W czasach staropolskich możnowładcy lokujący miasta w swoich prywatnych dobrach nadawali im często swój herb rodowy jako herb miejski. Dość często zdarzało się, że osoby z jednej rodziny zakładały kilka miast, które otrzymywały identyczne herby. Tarnów i Tarnobrzeg założone przez Tarnowskich pieczętują się więc na przykład do dziś tym samym herbem Leliwą, czyli złotym półksiężycem z gwiazdą na niebieskim polu (i nikomu to specjalnie nie przeszkadza).
W dawnej Polsce konkretny herb nie był związany z jedną rodziną, ale był używany przez wiele rodów szlacheckich. Herbem Korczak (trzy srebrne wręby w czerwonym polu) pieczętowali się zarówno założyciele Szczebrzeszyna Gorajscy, jak i Próchniccy, którzy lokowali Próchnik (n.b. najbardziej znaną rodziną używającą tego herbu byli Braniccy). Nie należy się więc dziwić, że oba miasta mają ten sam herb.
Nie sposób też nic w tym względzie zmienić. Wygląd herbu jest wynikiem ścisłych regulacji prawnych i zwyczajów, przede wszystkim – jednym z najważniejszych elementów historycznego dziedzictwa miasta. Nie jest to obrazek, do którego można dowolnie doklejać jakieś pierdołki, żeby różnił się od innego obrazka!!!
Na pierwszym od prawej obrazku pod artykułem jest ukazany herb Korczak z klejnotem (hełm z pieskiem) i labrami (farfocle po bokach tarczy). Elementów tych nie można używać w herbie Szczebrzeszyna, ponieważ przynależą one Korczakowi wyłącznie jako znakowi szlacheckiemu. Herby miejskie składają się wyłącznie z tarczy i wyrysowanego na niej godła.
W wiadomości zawartej w artykule trudno dopatrzeć się sensacji. W naszym kraju dość często zdarza się, że kilka miast posługuje się tym samym herbem i nikomu to nie przeszkadza. Może z wyjątkiem miłośników trunków, którzy obudziwszy się pod ratuszem, usiłują nerwowo przypomnieć sobie w jakim mieście się znajdują.
Po części to prawda co Pan napisał, ale czy nie sądzi Pan że w czasach współczesnych, kiedy herb nie tylko świadczy o założycielach miasta, ale również pełni rolę „znaku firmowego” określonego miejsca, powinien być niepowtarzalny, żeby turyści mogli kojarzyć go wyłącznie z określonym miejscem ? Nie zgadzam się z Panem odnośnie niemożności modyfikacji wyglądu herbu, uwspółcześnienia go w taki sposób żeby zawierał w sobie element historyczny i współczesny. Przecież Szczebrzeszyn czy Pruchnik nie utknęli w rozwoju w średniowieczu, ale się rozwijają i mienili się także „właściciele” tych grodów.
Panie Heraldyku! Z punktu widzenia nauki pomocniczej historii, od której wziął Pan swoje miano, a także w świetle obowiązujące prawa, herb nie jest – jak Pan wie – znakiem firmowym miasta, służącym jego promocji turystycznej. I wielu miastach spece od tzw. działań wizerunkowych świetnie o tym wiedzą. Kraków ma herbie bramę miejską z Orłem Białym, ale w celach promocyjnych posługuje się smokiem, a Gdańsk promuje się Neptunem, a nie dwoma ukoronowanymi krzyżami kawalerskimi. Nawet Warszawa nie korzysta z ekscytującej możliwości wykorzystania w tym celu nagich piersi Syreny. Znak promocyjny Szczebrzeszyna wymyslił Brzechwa i chyba trzeba się tego trzymać.
Komisja Heraldyczna przy MSWiA kieruje się przy określaniu kształtu herbów zasadami historycznymi i jest zdecydowanie nieprzychylna rozbudowywaniu herbów. Mieliśmy taki okres w naszych dziejach, kiedy próbowano wzbogacać herby miast (zwłaszcza nieprawomyślne wizerunki świętych) nowoczesnymi dodatkami, wśród których dominowały koła zębate i tym podobne mutry (Olsztyn). Ale wszystkie te innowacje miały krótki żywot.
Jeśli jednak herb Szczebrzeszyna miałby zostać zmodernizowany polecam konsultację u heraldyków, którzy opracowali godło komunistycznej Rumunii (o ile jeszcze żyją). Pomysł umieszczenia w tarczy herbowej karpackich szczytów, dziewiczej puszczy, wschodzącego słońca i linii elektrycznej średniego napięcia, zmierzał z pewnością do ukazania walorów turystycznych Rumunii, a także nowoczesności tego kraju. Po zejściu z komunistycznej drogi rozwoju Rumuni pozbyli się jednak szybko tego godła o dużych walorach promocyjnych i wrócili do staromodnego Złotego Orła, odziedziczonego po Królestwie Rumunii (skądinąd dużo młodszym od Szczebrzeszyna).
Może więc nie warto silić się na innowacje. Stosowanie herbów złożonych ze znaków kilku właścicieli miasta było czasami stosowane, m.in. w herbie Biłgoraja. Nie ma to jednak nic wspólnego ze szczebrzeską tradycją. Mimo zmieniających się właścicieli na pieczęciach miasta występował przez wieki Korczak i chyba tak powinno pozostać.
Herb jest jednym z elementów na który uwagę zwracają turyści (jest na plakatach,folderach, przypinanych znaczkach itd.). Nie można więc twierdzić ze jest nieistotny w promocji miasta, dlatego tak ważna jest jego odrębność.
Może Kraków nie wykorzystuje swojego herbu do promocji,bo turystom kojarzy się ono ze smokiem, ale Szczebrzeszyn znany jest nie tylko z chrząszcza, kojarzony jest również dzięki herbowi.
To nie Szczebrzeszyn powinien zmodyfikować swój herb alle Pruchnik.
Podał Pan bardzo dobry przykład herbu Biłgoraja, który udało się zmodyfikować i w ten sposób stał się niepowtarzalny. Podobnie Próchnik może zmodyfikować swój herb, szczególnie że w przeszłości wykorzystywano herb z trzema poziomymi pasami na czerwonym tle (Korczak) ale z dodatkowym elementem w postaci krzyża nad nimi. W tej chwili z herbu Korczak korzystają trzy miasta: Biłgoraj (ładnie zmodyfikowany),Pruchnik i Szczebrzeszyn.
Takie elementy jak herby ma naprawdę znaczenie promocyjne, gdyż łatwo go zapamiętać i skojarzyć z danym miejscem.Dlatego jestem za tym aby urząd miasta interweniował w tej sprawie. Co by było (to tylko hipotetyczny przykład), gdyby którekolwiek miasto w Polsce wzięło sobie np. herb Warszawy albo Krakowa i zaczęli używać wszędzie gdzie sie da, myśli Pan że władze stolicy przyglądałyby się temu obojętnie ? Nie sądzę.
Jestem głęboko przekonany, że gdyby jakieś miasto obrało za swój herb warszawską Syrenę, Warszawa protestowałaby gorąco. I miałaby rację, bo działanie owego miasta byłoby bezprawne. Warszawa nie była miastem prywatnym, ale miastem należącym do książąt mazowieckich, nie jako własność prywatna, ale jako własność państwowa. Takim miastom nadawano specjalnie dla nich wymyślony herb (nazwany czasem herbem własnym), który był znakiem ich szczególnego wyjątkowego statusu. Gdyby jakieś miasto chciało użyć w swoim herbie Syreny nie miałoby jakichkolwiek racji prawnych i historycznych dla takiego działania.
Szczebrzeszyn ma oczywiste historyczne racje do używania Korczaka jako swojego herbu i nie sposób mu tych racji odmówić. Próchnik ma ma oczywiste historyczne racje do używania Korczaka jako swojego herbu i nie sposób mu tych racji odmówić. Władze Szczebrzeszyna mogą protestować przeciwko wyglądowi herbu nadanego (a właściwie przywróconego) Próchnikowi, ale nic nie zdziałają. Podobny skutek przyniosłyby protesty władz Próchnika przeciwko herbowi Szczebrzeszyna.
Właściciel Masterprojektu Kraków Piotr Krasny może protestować przeciwko temu, że nazywam się Piotr Krasny, ale nic to nie da, bo nazwisko odziedziczyłem legalnie po ojcu, a imię równie legalnie otrzymałem na chrzcie. Sytuacja prawno-wizerunkowa drugiego Piotra Krasnego wygląda podobnie, dlatego wzbudzilibyśmy powszechną wesołość, gdybyśmy zaczęli się sądzić, który z nas ma prawo nazywać się tak, jak się nazywa, a który ma na przykład zmienić sobie s na ś w nazwisku.
Ewentualny spór Szczebrzeszyna i Próchnika o herb może wywołać podobną wesołość, chociaż nie można wykluczyć, że biorąc pod uwagę znaczącą ignorancję naszego społeczeństwa w sprawach historycznych, niewiele osób zorientowałoby się, jak bardzo jest on dziwaczny. W każdym razie szczerze i gorąco ostrzegam władze Szczebrzeszyna przed jego podejmowaniem. Tak się po prostu czasem składa, że dyspozycja znaków i rzeczy oznaczanych nie jest w pełni proporcjonalna. Wiele krajów w Europie używa za godło lwa i wszyscy pogodzili się, że lew nie przysługuje tylko jednemu państwu. Nasza Ojczyzna nie wytoczyła procesu o plagiat Ukrainie za to, że jej hymn zaczyna się „Ще не вмерла Українa” (Szcze nie wmerła Ukrajina).
Bardzo proszę, nie manipulujmy znakami ukształtowanymi przez tradycję, ani u siebie, ani w ziemi przemyskiej. Jeśli zacznie się tworzyć „nowe świeckie tradycje”, szybko znajdzie się jakiś Bareja, który to wyszydzi:
„Tradycją nazwać niczego nie możesz.
I nie możesz uchwałą specjalną zarządzić, ani jej ustanowić.
Kto inaczej sądzi, świeci jak zgasła świeczka na słonecznym dworze.
Tradycja, to dąb, który tysiąc lat rósł w górę …
Niech nikt kiełka małego z dębem nie przymierza !
Tradycja naszych dziejów jest warownym murem …
To jest właśnie kolęda, świąteczna wieczerza.
To jest ludu śpiewanie, to jest Ojców mowa!
To jest nasza historia, której się nie zmieni …
A to, co dookoła powstaje od nowa …, to jest nasza codzienność, w której my żyjemy”.
Manipulujmy chrząszczem, zmieniajmy mu surduciki, róbmy go z drewna, albo z brązu, bo nic się nie stanie jeśli to zwierzę (bez mózgu) uczynimy przedmiotem naszej codziennej zabawy w robienie turystycznego logo. Pogódźmy się jednak z faktem, że wygląd herbu Szczebrzeszyna i herbu Próchnika to jest historia, której się nie zmieni.
W pełni podzielam zdanie Pana Piotra, bo wiem, że to o czym pisze, jest poparte nie tylko naukowo-historyczną wiedzą, ale również wiedzą praktyczną.
Moim skromnym zdaniem, herb nie jest wizytówką miasta. Turysta nie kojarzy danego miejsca z herbem, ale raczej z jakimś faktem, ciekawostką, legendą, itp. Kopernik, piernik, czarownica, dzielnica fabryczna, itp.
Fakt, że Szczebrzeszyn jest kojarzony z chrząszczem, nie jest żadną ujmą dla Miasta i Mieszkańców. Przeciwnie – wiele miast i miasteczek, chciałoby mieć takiego „chrząszcza”, aby się wypromować.
Pozdrawiam
Panie Krasny! To nie jest taka prosta sprawa, jak Pan to próbuje tłumaczyć w naukowy sposób. Oprócz wyuczonej wiedzy trzeba się posługiwać zdrowym rozsądkiem. A zdrowy rozsądek mówi, że każde miasto powinno mieć swój własny herb bez względu na historyczne podłoże. Oczywiście, projektując współczesne herby trzeba brać pod uwagę rys historyczny i godła założycieli lub właścicieli grodu, ale nie można popadać w historyczną skrajność, która powoduje takie absurdy jak posługiwanie się takim samym herbem przez dwa miasta. Trudno mi sobie wyobrazić żeby np. herbem Zamościa legitymowało się inne miasto. Taka sytuacja na pewno spowodowałaby natychmiastową reakcję władz Zamościa. Urząd w Szczebrzeszynie musi coś w tej sprawie zrobić, bo tak być nie powinno.
Szanowny Panie!
Oprócz wyuczonej wiedzy, posługuję się zdrowym rozsądkiem. A ten podpowiada mi, że wnioski kierowane do Komisji Heraldycznej MSWiA są przesyłane do zaopiniowania przez uczonych, prezentujących – jakby to Pan zapewne określił – ciasne naukowe podejście. Zapewniam Pana, że regulacje prawne obowiązujące w Polsce, dopuszczają stosunkowo swobodne wymyslanie herbów wyłącznie dla miast, które po raz pierwszy w swoich dziejach, otrzymują prawa miejskie. Konstytucja naszego Państwa przyjmuje zasadę ciągłości prawnej, w związku z tym decyzja prawna wydana przez Kazimierza Wielkiego obowiązuje także dziś, o ile nie została zmieniona przez akt prawny odpowiedniej rangi. Jeśli zatem Pruchnik uzyskał prawo do herbu Korczak na podstawie nadanych mu niegdyś praw miejskich albo uzusu prawnego (stałe używanie Korczaka na pieczęciach), trudno wyobrazić sobie drogę prawną, pozwalającą zakwestionować jego uprawnienia. Władze Szczebrzeszyna mogą protestować, wydać pieniądze podatników i zapewne zdobyć wątpliwą sławę medialną, ale szanse na powodzenie tych działań są żadne. Wniosek zaopiniują historycy, a oni będą równie wredni jak ja (o ile to nie będę po prostu ja, co jest w sumie dość prawdopodobne).
Jeszcze raz przypominam, że używanie tego samego herbu przez dwa miasta jest w naszym kraju często spotykane, czego przykładem są wspomniane już Tarnów i Tarnobrzeg, a zatem uzus prawny dopuszcza taki stan rzeczy, który – jak się wydaje – nie utrudnia zbytnio identyfikacji każdego z tych miast). W Polsce mamy po kilka miast o tej samej nazwie (Janów, Tomaszów, Chełm, Olsztyn, Opole) i trzeba sobie z tym jakoś radzić, co nie przychodzi zresztą z wielkim trudem, bo separacja przestrzenna tych miejscowości wyklucza raczej pomyłki. Przypominam, że herbu Jelita używało w Polsce poza Zamoyskimi kilkadziesiąt rodów i wielcy Zamoyscy nie kazali modyfikować herbów szaraczkom, bo po pierwsze szaraczkowie mieli także do tego herbu prawo z racji historycznych, po drugie takie działanie pachniałoby koszmarną małostkowością.
Jestem też przekonany, że gdyby jakieś miasto miało racje historyczne do używania w herbie św. Tomasza, Zamość musiałby po prostu przyjąc ten fakt do wiadomości.
W przypadku kreowania herbów miejskich można przyjąć dwie zasady. Po pierwsze można traktować herb jak logo, wymyślane i modyfikowane dowolnie przez grafików (dziwnym trafem takie podejście było znamienne dla niesławnej pamięci Związku Radzieckiego i jego najwierniejszych wasali), albo też można widzieć w nim dziedzictwo historii, właśnie dlatego cenne, że niezmienne od wieków i niemożliwe do zmienienia. Państwo polskie przez jakieś 800 lat trzymało się tej drugiej zasady i w najnowszym prawodawstwie trzyma się jej nadal. Może się ona Panu nie podobać, ale mnie się ona bardzo podoba i będę jej bronił, a w sporze jestem nieźle uzbrojony w argumenty, których dostarcza nauka, która właśnie dlatego odgrywa istotną rolę w życiu społeczeństwa, ze pozwala przekroczyć ograniczenia narzucone przez pozorne reguły zdrowego rozsądku.
W imię sztywnego scjentyzmu chciałbym także podkreślić, że miasto i gród to nie to samo (choć tak uważa zarówno Pan, jak i Pan Heraldyk). U początków Państwa Polskiego termin „gród” oznaczał warownię, stanowiącą ośrodek administracji terenowej, a później – urząd administrujący powiatem (najczęściej sytuowany w dalszym ciągu na zamku). Za czasów staropolskich w Szczebrzeszynie znajdował się gród, ale Szczebrzeszyn był miastem, a nie grodem. W tym okresie Pruchnik i Zamość nie tylko nie były grodami, ale także grodów nigdy w nich nie było.
Bardzo przepraszam, według mojej wiedzy historycznej,którą wyniosłem ze szkoły mianem „gród” określano osadę miejską. Jeśli jest inaczej to moja profesor historii była nieukiem… Po poniższym zdaniu wiem dlaczego Pan jak lew broni niezmienności herbu…Pisze Pan, cytuję: „Wniosek zaopiniują historycy, a oni będą równie wredni jak ja (o ile to nie będę po prostu ja, co jest w sumie dość prawdopodobne).” Uważam, że jest Pan stronniczy, a powinien bronić niepowtarzalności godła Szczebrzeszyna tymczasem broni Pan swoich racji. W taki oto sposób wycieczki odwiedzające Szczebrzeszyn i Pruchnik będą zdezorientowane kiedy zobaczą takie same herby w różnych miastach.
Nie chcę się wypowiadać na temat wiedzy historycznej, którą wyniósł Pan ze szkoły, ale znaczenie grodów w powstaniu miast w Polsce zostało dobrze i jednoznacznie opisane. Funkcje mieszkalne grodów były bardzo ograniczone, mieszkał tam możnowładca, jego służba i drużyna. Protoplaści mieszczan, rzemieślnicy i kupcy osiadali w pobliżu grodów na podgrodziach i to właśnie one dały początek miastom. W związku z tym miasto i gród były od siebie wyraźnie odseparowane w przestrzeni, co widać do dziś wyraźnie w Krakowie (grodem był rzecz jasna Wawel) lub w Lublinie (Zamek i Stare Miasto). Nawet w płaskiej Warszawie Gród (Zamek Królewski) i Stara Warszawa były od siebie oddzielone szerokim wygonem, który przeobraził się z czasem w Plac Zamkowy). To co piszę możnałatwo sprawdzić w klasycznej książce Jana Ptaśnika „Miasta i mieszczaństwo w Polsce”. Oczywiście w Szczebrzeszynie oddzielenie grodu (Zamczyska) i miasta jest bardzo wyraźnie czytelne.
Jestem stronniczy w takim znaczeniu, że bronię ogólnych zasad heraldyki jako nauki pomocniczej historii i nie jestem skłonny nagiąć ich na użytek doraźnych racji Szczebrzeszyna. Prawda zaś jest brutalna, nie da się bronić niepowtarzalności herbu Szczebrzeszyna z tej prostej przyczyny, że herb Szczebrzeszyna nie jest niestety niepowtarzalny. Przez kilkaset lat Szczebrzeszyn i Pruchnik pieczętowały się takimi samymi herbami (krzyżyk w herbie Pruchnika pojawia się incydentalnie), trudno więc mówić, że szczebrzeski herb jest unikatowy.
Nie bronię jak lew moich racji, dlatego że chcę przekonać do nich Heraldyków o ekstrawaganckim – moim zdaniem – podejściu do heraldyki. Bronię ich, ponieważ nie chcę, żeby władze Szczebrzeszyna, czy szczebrzescy społecznicy wdali się w awanturę, której rezultat jest w świetle obowiązującego w Polsce prawa oczywisty. Nie chcę żeby w you tube pojawiały się szydercze filmiki o mieście, które – ponoć w imię wygody turystów – odmawia innemu miastu prawa do używania jego historycznego herbu. W sprawie bólu zatok powinno się korzystać z wiedzy laryngologów, a w sprawach heraldyki miejskiej – historyków. Jeśli ktoś ma inne pomysły, jego sprawa…
Chciałbym też zauważyć, że turyści odwiedzający Szczebrzeszyn, nie mają zbyt wielu okazji, żeby napatrzeć się na jego herb. Przez osiemnaście lat, dzielących nas od reformy samorządowej zabrakło jakoś zapału do zawieszenia herbów miejskich na instytucjach samorządowych. Nie podjęto uchwały o chorągwi miejskiej Szczebrzeszyna, która powinna być pochodną herbu ukształtowaną według zasad heraldyki. Nie podjęto też chyba popularyzacji wiedzy o herbie, skoro mało kto w mieście wie, że ukazane na nim „paski” nazywają się fachowo wrębami (czasem warto błysnąć fachowym terminem), a co pewien czas herb miejski jest stylizowany jak herb szlachecki z klejnotem i wrębami. Dyskusja dotykająca herbu Szczebrzeszyna, zainicjowana przez Szczebrzeszyn.info jest więc z pewnością pożyteczna i choć w dyskusji tej mam zdanie inne niż Pan, cenię bardzo Pańskie zaangażowanie w tę sprawę. Szkoda, ze do dyskusji tej włącza się zbyt wielu internautów…
Kiedy w przebogatym Archiwum Parafii św. Mikołaja w Szczebrzeszynie oglądałem pieczęcie miejskie Szczebrzeszyna z XVII i XVIII wieku, byłem wzruszony, że ten sam znak identyfikuje miasto przez kilkaset lat. Szczerze mówiąc jeszcze bardziej zwruszył mnie napis na otoku pieczęci herbowej przybitej na dokumencie z roku 1620 :”IAN NIECHAY ADVOCATUS SCEBRESSINENSIS”. Może warto byłoby sfotografować lub odrysować stare przedstawienia herbu Szczebrzeszyna i upowszechnić na stronach internetowych i przewodnikach. Może warto upowszechnić wiedzę o innych herbach, zdobiących szczebrzeskie zabytki i wyjaśnić, co lub kogo one oznaczają. Jeśli herb Szebrzeszyna nie będzie odpowiednio popularyzowany, trudno liczyć, że turyści będą pamiętali jego wygląd, gdy dotrą do Pruchnika.
Czasem warto wkurzyć się nieco, żeby podjąć zarzucone przez dłuższy czas działania. Mogę włączyć się do tych działań (coś już zresztą zrobiłem, bo sporządziłem fachowy – mam nadzieję – opis herbu Szczebrzeszyna, przyjęty w uchwale Rady Miejskiej po reformie samorządowej), na przykład mogę w wakacje wygłosić w Szczebrzeszynie wykład na temat staropolskiej heraldyki miejskiej i herbu Szczebrzeszyna (o ile ktoś zapewni salę, rzutnik i publicity).
Na tym kończę mój udział w dyskusji, chyba że ktoś mnie o coś zapyta lub zażąda ode mnie jakichś wyjaśnień.
Jednak muszę zamieścić małe sprostowanie do poprzedniej wypowiedzi. Błędem jest – rzecz jasna – ukazywanie herbu Szczebrzeszyna z klejnotem i labrami (a nie wrębami – jak napisałem). Wręby są zasadniczym elementem herbu Szczebrzeszyna. Skoro wymaga się precyzji wypowiedzi od oponentów, trzeba jej tym bardziej wymagać od siebie. Biję się w piersi.