Książka ma dziwny urok dra Zygmunta Klukowskiego

29 października 2020

W ciągu ostatnich dni na rynku wydawniczym ukazała się książka dra Zygmunta Klukowskiego Książka ma dziwny urok w opracowaniu Dariusza Górnego.

Składa się na nią tekst zasadniczy doktora, przedmowa Dariusza Górnego oraz recenzja prof. dr hab. Nataszy Ziółkowskiej-Kurczuk. Została ona urozmaicona dokumentami, fotografiami oraz archiwaliami z Biblioteki Uniwersyteckiej Katolickiego Uniwersyteckiego Lubelskiego oraz Archiwum Państwowego w Zamościu. Książka przykuwa oko swoją estetyką, starannością wydania oraz przypomina wydawnictwa bibliofilskie.


Jak w Przedmowie napisał Dariusz Górny, jego zamiarem jest przybliżenie i ukazanie w nieco innej per­spektywie sylwetki i działalności wybitnego bibliofila ze Szcze­brzeszyna. Wydaje się bowiem, że obecnie w powszechnej opinii Zygmunt Klukowski funkcjonuje głównie jako kronikarz Szczebrze­szyna i Zamojszczyzny z czasów II RP i II wojny światowej, histo­ryk, regionalista, działacz konspiracyjny, lekarz, a rzadziej już jako wydawca czy właśnie bibliofil. Ujmowanie jego życia i działalności w tak zarysowanych ramach, owszem, posiada swoją wartość, ale nie jest pełne, rzetelne i wiarygodne. Coraz rzadziej zwraca się uwagę na zainteresowania doktora dotyczą­ce kultu pięknej książki, ale i szeroko zakrojoną pracę bibliofilską, a co za tym idzie – także działalność o charakterze wydawniczym, oświatowym i społecznym.


Analizując sam tekst opracowania, należy wstępnie stwierdzić, że dr Zygmunt Klukowski dokonał w niej chronologicznego zapisu znaczenia książki w życiu człowieka, poczynając od średniowiecznej Europy aż do czasów sobie współczesnych. Od początku swojego wywodu podkreśla kulturotwórczą rolę książki i przywiązanie do niej zwłaszcza w ważnych momentach historii Polski i narodu, jak powstania listopadowe i styczniowe czy pierwsza wojna światowa.


Dokonuje charakterystyki poszczególnych etapów powstawania książek rękopiśmiennych, zwracając przy tym uwagę na to jak przełomowym wydarzeniem było wynalezienie druku przez Gutenberga. Wprowadza czytelnika w tajniki powstawania inkunabułów, wskazując, że Polska była jednym z pierwszych krajów, w którym spod maszyny drukarskiej wyszła książka. Nie zapomina wymienić najważniejszych polskich drukarzy, choć wywodzących się głównie z Niemiec. Opisuje najważniejsze czcionki drukarskie, jakie wówczas stosowano, tj. szwabachę czy antykwę, przy czym wyraża swój nieukrywany zachwyt tymi pierwszymi wytworami sztuki drukarskiej, i choć nie napisał o tym wprost, pierwszych drukarzy uważa za niemal za artystów w pełnym tego słowa znaczeniu, dążących do powstania arcydzieła, jakim jest książka. W swój wywód wplata informacje dotyczące powstania pierwszych oficyn drukarskich w Polsce, słusznie dostrzegając sinusoidalny rozkład rozwoju (renesans, rządy Stanisława Augusta Poniatowskiego, koniec XIX w. w Anglii) i upadku drukarstwa (epoka baroku, niemal cały XIX w. Polsce). Szansę w odrodzenie sztuki drukarskiej widział w Ruskinowskiej idei wcielania piękna w życie, której bezpośrednim następstwem było założenie przez Williama Morrisa w Anglii amatorskiej drukarni, która w praktyce miała realizować tę artystowską przesłankę, zgodnie z którą książka miała pełnić funkcję dzieła sztuki.


Czytając gawędę nie sposób nie zauważyć, że jej autor na dłużej zatrzymuje się na postaci i dokonaniach Stanisława Wyspiańskiego. Znawca historii książki zwraca również uwagę na to, że w końcu po wielu wiekach od wynalezienia druku szczęśliwie udało się Polakom opracować kilka propozycji czcionek, w tym jego ulubioną czcionkę Adama Półtawskiego, jaką wykorzystywał w druku redagowanego w latach 1938-1939 przez siebie czasopisma Teka Zamojska.


Kończąc swoją gawędę, wylicza wrogów (król Bolesław Chrobry, niektórzy przedstawiciele szlachty, reformaci, jezuici, cenzorzy, introligatorzy źle wykonujący swoją pracę) i przyjaciół książki (hetman Jan Zamoyski, król Jan Sobieski, biskup kijowski Józef Andrzej Załuski, król Stanisław August Poniatowski, bibliofile, członkowie towarzystw bibliofilskich- był przecież jednym z nich i znał doskonale wielu z ich grona). Doktor Zygmunt Klukowski wyraża przekonanie, że dzięki bibliofilom oraz całej rzeszy osób zaangażowanych w proces powstawania książki wartościowej, mimo choćby zdobyczom ówczesnej techniki jak kino czy radio, uda się „przywrócić książce jej dawne dostojeństwo”, aby nadal stanowiła „niewyczerpane źródło wrażeń estetycznych i wzruszeń”.


Książka jest do nabycia w księgarni w Zamościu (na ul. Zamenhofa) oraz w Miejskim Domu Kultury w Szczebrzeszynie.