Zygmunt Klukowski w Krakowie

9 czerwca 2019

Prezentuję Państwu fragmenty mojej książki, która w niedługim czasie, mam nadzieję, ukaże się na rynku wydawniczym.

W dotychczas podejmowanych opracowaniach zarówno o charakterze naukowym, popularnonaukowym, ale i publicystycznym dotyczących biografii doktora Zygmunta Klukowskiego brak takich, które traktowałyby o krakowskim (1905-1911), bardzo istotnym okresie życia przyszłego kronikarza Zamojszczyzny. Czas zawierający się pomiędzy tymi datami z całą pewnością był dla niego niezwykle ważny, miał niebagatelny wpływ na późniejsze życie osobiste czy zawodowe. W Krakowie wszakże, nie bez intelektualnego wysiłku, w 1911r. zdobył dyplom i tytuł doktora wszech nauk lekarskich, który w rok później nostryfikowany na uniwersytecie w Kazaniu umożliwił mu wykonywanie zawodu lekarza na obszarze Cesarstwa Rosyjskiego. W królewskim mieście również stał się mężem, biorąc na żonę Helenę Wojciechowską z Winnicy na Podolu. Pobyt w Krakowie zasadniczo wpłynął na jego późniejsze życie osobiste, zawodowe, ale również mógł być okazją do rozwijania zainteresowań i pasji humanistycznych, podjęcia na nowo nauki patriotyzmu w tym mateczniku polskości.
W Krakowie Zygmunt Klukowski oddychał atmosferą względnej wolności, pobudzającej intelektualnie i artystycznie, tworzonej przez grono inteligencji skupionej w Uniwersytecie Jagiellońskim, studentów, artystów. Żył pośród wspaniałych pamiątek dawnej świetności historii Polski, o czym będą przypominały mu wielowiekowe zabytki. Mógł czynić to z tym większym zainteresowaniem, bowiem nie minęło wiele lat od przeprowadzonej w latach 1889-1891 gruntownej restauracji Kościoła Mariackiego-serca krakowskiego rynku. Efekt artystyczny tych prac musiał być iście królewski z uwagi na to, że pracami związanymi z odnowieniem kościoła oddano w ręce tej miary wybitnym artystom co Tadeusz Stryjeński (prace architektoniczne) i mistrza Jana Matejki, który z pomocą Włodzimierza Tetmajera, Józefa Mehoffera i Stanisława Wyspiańskiego przygotował kartony do nowej polichromii.
Mieszkając i kształcąc się w Krakowie, mimo że z dala od najbliższej rodziny przebywającej w Moskwie, nie pozostawał sam, zwłaszcza że razem z nim przyjechali do królewskiego Krakowa jego koledzy i znajomi z kolonii polskiej w Moskwie. W mieście Kraka spotka szereg osób, tak jak on studiujących, którzy z czasem już w niepodległej Polsce zajmować będą znaczące stanowiska w życiu naukowym, społecznym czy politycznym. Wreszcie, do Krakowa Zygmunt Klukowski będzie wracał wielokrotnie, choćby w 1925r., uczestnicząc w I Zjeździe Bibliofilskim. Ciekawym, w zasadzie retorycznym, pozostaje pytanie, czy właśnie m.in. o Krakowie z początku XX w., czasach studenckich, byłych wykładowcach dr Zygmunt Klukowski i dr Tadeusz Boy-Żeleński mogli rozmawiać, kiedy ten ostatni w latach trzydziestych XX w. przyjechał do Zamościa z odczytem „Jak zostałem literatem?”.
Po zakończonych studiach na Uniwersytecie Jagiellońskim w 1911r. nadal żywo będzie się interesował Krakowem i jego sprawami, tym, czym to miasto żyło. Mieszkając i pracując zawodowo już w Szczebrzeszynie, wielokrotnie będzie przyjeżdżać do Krakowa, w zupełnie odmiennych rolach, warunkach społeczno-politycznych.
Przez całe dalsze życie, aż do śmierci w 1959r. dr Klukowski będzie stykał się z osobami związanymi z mniejszym lub większym stopniu z Krakowem. Takie osoby spotka w Krasnobrodzie, Szczebrzeszynie, Zamościu, ale nie tylko. Warto dodać choćby i to, że do królewskiego miasta w 1932r. na stanowisko dyrektora Gimnazjum Nowodworskich przeniesiony zostanie jeden z jego przyjaciół, współtworzący z nim życie kulturalne Zamościa w latach 1923-1932 Kazimierz Lewicki (dr Klukowski jeszcze przed II wojną światową odwiedzi przyjaciela w Krakowie; będzie z nim korespondował aż do śmierci dyrektora Lewickiego w 1948r.).
Kronikarz Zamojszczyzny do Krakowa będzie wracał myślami również, kiedy dotrze do niego nieprawdziwa na szczęście wiadomość o zbombardowaniu przez Rosjan dawnej stolicy Polski. Na potwierdzenie tych słów warto przytoczyć fragment zapisu z Dziennika z dnia 19 stycznia 1945r., świadczący jak emocjonalnie dr Zygmunt Klukowski związany był z Krakowem: „Podobno Niemcy wysadzają w powietrze najcenniejsze zabytki naszego budownictwa – Wawel, Sukiennice… Nie mogę w to uwierzyć, nie chcę o tym myśleć…” (Zygmunt Klukowski, Zamojszczyzna 1944-1959, Wydawnictwo KARTA, Warszawa 2008, s. 151). Nie pisał o czymś zgoła abstrakcyjnym, dlatego że jeszcze kilkanaście lat wcześniej sam chodził krakowskimi uliczkami, cieszył oko zabytkami, zaznajamiał się i na nowo odczytywał jego kulturotwórczą rolę, pełnioną w ciągu wieków oraz na początku XX w., poznawał ten matecznik polskości i polszczyzny w latach galicyjskiej autonomii, ale jednak w ramach austriackiego zaboru.
Z dramatyczną bezradnością, niekłamaną troską i bólem opisywał będzie w dzienniku akcję Niemców przeciwko krakowskiej inteligencji skupionej w Uniwersytecie Jagiellońskim, którą w historiografii określa się mianem Sonderaktion Krakau. W jej efekcie
wielu z jego profesorów, jak choćby Kazimierz Kostanecki, zostanie aresztowanych i wywiezionych do niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen, skąd już nie wrócą do Polski, umrą w wyniku katorżniczej pracy czy przebytych chorób.
Przypuszczam, że Zygmunt Klukowski aż do ostatnich lat życia wracał myślami i pamięcią do (wydaje się) szczęśliwych, beztroskich, wypełnionych nauką krakowskich lat. Przypuszczenie to wynika z osobiście przeżytych, naturalnych psychologicznych właściwości każdego studenta, który rzetelnie kształcił się, cieszył życiem, integrował się z bracią studencką, poznawał miasto swojej Alma Mater.
Po 41 latach od zakończenia studiów na Uniwersytecie Jagiellońskim, w maju 1952r. dr Zygmunt Klukowski otrzymał od Prezesa Towarzystwa Miłośników Ksiązki w Krakowie Kazimierza Witkiewicza i Sekretarz Heleny Lipskiej informację o wysokości składki członkowskiej.
Za pewnego rodzaju klamrę czasową, z punktu widzenia jego życia i relacji z Krakowem, wydaje się, że można uznać przyznanie i wręczenie w czerwcu 1959r. w Bibliotece Wojewódzkiej im. Hieronima Łopacińskiego w Lublinie, przez wspomnianego Kazimierza Witkiewicza występującego w roli Wielkiego Mistrza, najwyższej i najbardziej prestiżowej nagrody bibliofilskiej, Orderu Białego Kruka, który otrzymali tacy luminarze polskiej nauki i kultury, jak choćby profesorowie Aleksander Birkenmajer i Witold Chomicz czy poeta Julian Tuwim.
Szkoda jedynie, że dr Zygmunt Klukowski nie zdecydował się napisać wspomnień z okresu krakowskiego swojego życia. Byłaby to bardzo cenna i zapewne interesująca pozycja, bo i czasy, w jakich przyszło Zygmuntowi Klukowskiemu mieszkać i studiować w Krakowie były zaiste niepowtarzalne.
Późniejszy dyrektor szpitala św. Katarzyny w Szczebrzeszynie przyjechał do Krakowa nie tylko z bagażem doświadczeń studenckich i przedsmakiem rewolucyjnych zmian, ale zapewne z głębokim przeświadczeniem o chęci kontynuowania nauki dającej nadzieję na uzyskanie w pewnej perspektywie czasowej szansę na pracę w zawodzie lekarza. Zdobycie tej posady myślę, że było nie tylko pójściem w ślady ojca Jordana praktykującego w wolnym zawodzie farmaceuty, ale stanowiło zapewne równocześnie kolejny stopień awansu społecznego (lub jego potwierdzenie i ugruntowanie), o jaki zmuszeni byli walczyć, poprzez naukę i w nauce, Julian (brat doktora) i Zygmunt Klukowscy od kiedy ich przodkowie przestali być właścicielami ziemskich dóbr i latyfundiów, będąc w istocie pokoleniem „wysadzonych z siodła”.
Dariusz Górny

Skomentujesz?